Hejka, witam w 2018! Mam nadzieję, że dobrze spędziliście sylwestra i jesteście gotowi na nowy rok! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją mojego pierwszego zapachu marki Tommy Hilfiger. Zapraszam do czytania!
Same perfumy mają minimalistyczne, a zarazem urocze opakowanie. Szklana buteleczka ma kształt zaokrąglonego sześcianu, na którym widnieje tylko napis "HILFIGER", a pod spodem znajdują się informacje dotyczące zapachu. Zatyczka natomiast została ozdobiona kokardką w kolorystyce pasującej do danego zapachu. Perfumy zostały zapakowane w kartonowe pudełeczko z nazwą zapachu oraz tłoczeniami po bokach.
Perfumy dostępne są w wersji 30 oraz 50ml.
W całej "serii" oprócz zapachu, który posiadam, czyli "Pear Blossom" są także inne owocowe zapachy, ja wąchałam jeszcze "Peach Blossom" ale niekoniecznie był w moim typie.
Sam zapach został określony przez markę jako "kwiatowo-orientalny", jednak moim zdaniem jest on bardziej owocowy i rzeczywiście można wyczuć w nim delikatną gruszkę, o czym mówi sama nazwa, jednak nie jest to jedyna nuta.
Perfumy te zdecydowanie sprawdzą się u fanek zapachów wiosennych, świeżych i lekkich. Ja osobiście bardzo lubię tego typu zapachy, w których przeważają owoce, a nie kwiaty.
Jeśli chodzi o trwałość perfum, to oceniam je na bardzo dobrym poziomie, ponieważ zapach utrzymuje się na ciele przez cały dzień od rozprowadzenia ich. Wystarczy dosłownie jedno spryskanie, aby zapach był wyczuwalny. Zdecydowanie odradzam te perfumy osobom, które lubią ciężkie i mocne perfumy, bo te zdecydowanie nie zaliczają się do tej kategorii.
Jak dla mnie, perfumy te będą idealnym zapachem na wiosnę, ale także lato. Zdecydowanie mogę je Wam polecić, bo są na prawdę warte swojej ceny.
Perfumy te możecie dostać w Douglasie (link do nich).
Mam nadzieję, że pierwszy wpis na moim blogu po dłuższej przerwie Wam się spodobał. Już niedługo więcej wpisów! Miłego tygodnia!
Same perfumy mają minimalistyczne, a zarazem urocze opakowanie. Szklana buteleczka ma kształt zaokrąglonego sześcianu, na którym widnieje tylko napis "HILFIGER", a pod spodem znajdują się informacje dotyczące zapachu. Zatyczka natomiast została ozdobiona kokardką w kolorystyce pasującej do danego zapachu. Perfumy zostały zapakowane w kartonowe pudełeczko z nazwą zapachu oraz tłoczeniami po bokach.
Perfumy dostępne są w wersji 30 oraz 50ml.
W całej "serii" oprócz zapachu, który posiadam, czyli "Pear Blossom" są także inne owocowe zapachy, ja wąchałam jeszcze "Peach Blossom" ale niekoniecznie był w moim typie.
Sam zapach został określony przez markę jako "kwiatowo-orientalny", jednak moim zdaniem jest on bardziej owocowy i rzeczywiście można wyczuć w nim delikatną gruszkę, o czym mówi sama nazwa, jednak nie jest to jedyna nuta.
Perfumy te zdecydowanie sprawdzą się u fanek zapachów wiosennych, świeżych i lekkich. Ja osobiście bardzo lubię tego typu zapachy, w których przeważają owoce, a nie kwiaty.
Jeśli chodzi o trwałość perfum, to oceniam je na bardzo dobrym poziomie, ponieważ zapach utrzymuje się na ciele przez cały dzień od rozprowadzenia ich. Wystarczy dosłownie jedno spryskanie, aby zapach był wyczuwalny. Zdecydowanie odradzam te perfumy osobom, które lubią ciężkie i mocne perfumy, bo te zdecydowanie nie zaliczają się do tej kategorii.
Jak dla mnie, perfumy te będą idealnym zapachem na wiosnę, ale także lato. Zdecydowanie mogę je Wam polecić, bo są na prawdę warte swojej ceny.
Perfumy te możecie dostać w Douglasie (link do nich).
Mam nadzieję, że pierwszy wpis na moim blogu po dłuższej przerwie Wam się spodobał. Już niedługo więcej wpisów! Miłego tygodnia!
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz!